Rodzina spotyka się w restauracji na kolacji. Trzylatek wyraźnie ma dosyć siedzenia i zaczyna narzekać, skakać na krześle, próbuje wstawać. Jednak kilka chwil później znowu siedzi spokojnie na swoim miejscu, umożliwiając rodzicom i starszemu rodzeństwu spokojny posiłek i rozmowę przez następne 30 minut.

Co się stało?

Dziecko dostało do ręki… smartfona.

Wydaje się, że tablety i smartfony to świetne gadżety, dzięki którym można łatwo dzieci zająć i wyciszyć. Bywają traktowane jako zbawienne rozwiązanie, zwłaszcza przez rodziców, którzy potrzebują czasu na pilniejsze sprawy niż reagowanie na – czasem zawile wyrażane – potrzeby dzieci.

Tablety i smartfony mogą również być doskonałym narzędziem przekupstwa – rodzice używają ich, aby uspokoić dziecko, unieruchomić w samochodzie, czy w wózku, albo nawet sprowokować dłuższe siedzenie na… nocniku.

Opiekunowie w żłobkach zauważają skutki nadmiernego korzystania przez coraz młodsze dzieci ze smartfonów czy tabletów. Dzieci domagają się tego typu przedmiotów w ciągu dnia, nie są zainteresowane otaczającą je rzeczywistością, próbują używać zabawek tak, jakby były telefonami, albo przesuwają palcem po szybie…, oczekując, że obraz za nią się zmieni.

Wielu opiekuńczych, mających dobre intencje rodziców nie jest świadomych szkód rozwojowych, które wyrządza ich dzieciom ekspozycja na ekrany telefonów czy tabletów.

Dlaczego to szkodzi?

We współczesnym zdigitalizowanym świecie nie można oczywiście izolować dzieci od nowych technologii, ale ważne jest przygotowanie ich do odpowiedzialnego korzystania z nich. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) zaleca, aby dzieci poniżej 2 lat w ogóle nie korzystały z telefonów czy tabletów, a nawet miały zdecydowanie ograniczony czas na oglądanie telewizji [1]. Dla dzieci pomiędzy 2 a 5 rokiem życia zalecana norma korzystania z mediów elektronicznych to maksymalnie jedna godzina dziennie, i to przy czynnym udziale dorosłego. Dlaczego?

Powody podane przez AAP obejmują:

  • większe ryzyko otyłości u dzieci,
  • problemy ze snem (szczególnie jeśli dziecko korzysta z urządzeń wieczorem),
  • agresywne zachowania (zaburzenia cyklu snu wywołane kontaktem z ekranem telefonu czy tabletu są znaczącym czynnikiem przyczyniającym się do problemów związanych z zaburzeniami zachowania),
  • opóźnienia w rozwoju psycho-społecznym oraz językowym,
  • problemy z koncentracją.

Niemowlęta i małe dzieci uczą się lepiej dzięki materiałom, które mogą dotykać, manipulować nimi i poznawać wielozmysłowo. Kontakt z ekranem nie daje takich możliwości. Co więcej, małe dzieci uczą się najlepiej poprzez interakcje z ludźmi, a nie z monitorami. Siedzenie z głową w dół i brak kontaktu wzrokowego z ludźmi może być nawet szkodliwy dla rozwoju ich mózgu!

Co ekran robi z mózgiem dziecka?

Oglądanie telewizji, korzystanie z telefonu, czy tabletu ma znaczący wpływ na zdolności przetwarzania sensorycznego u dzieci. Im szybciej zmieniają się informacje sensoryczne, tym szybciej mózg musi je przetworzyć, aby nadążyć. Jeśli wymagane przez zewnętrzne czynniki tempo jest tak szybkie, że przekracza próg naszych możliwości, doświadczamy przeciążenia sensorycznego.

Na pewno większość dorosłych zna takie uczucie, gdy na przykład próbujemy dokończyć prezentację dla klienta, młodsze dziecko krzyczy z niewiadomego powodu, pies domaga się spaceru, starsze dziecko szarpie za mankiet naszej koszuli i marudzi, że jest głodne, a na dodatek dzwoni telefon… Za dużo do przetworzenia, nasz układ nerwowy jest przeciążony, a my mamy ochotę albo uciekać, albo krzyczeć, boli nas głowa lub żołądek, napinamy ciało, bywa że wpadamy w panikę.

Dzieci – spędzając czas wpatrzone w ekran – narażone są na nieustanne zmiany bodźców wizualnych oraz słuchowych, które ich mózg musi szybko przetwarzać. Jednak te zmiany często nie powodują odczuwanego od razu przeciążenia sensorycznego. Dziecko może nadążać za ich przetwarzaniem, ale jego mózg pracuje superszybko, aby to zrobić. Jego mózg jest wręcz hiperaktywny, aby poradzić sobie ze wszystkimi nadchodzącymi informacjami.

W końcu przychodzi czas kolacji, kąpieli, czy… dziecko idzie do żłobka, gdzie… nie ma telefonu, ani tabletu i… wszystko dzieje się wolniej i w innym tempie. Wtedy rozpoczyna się pandemonium!

Jeśli wcześniej dziecko wydawało się super skupione, wręcz „pochłonięte przez ekran”, to teraz jest super-nie-skupione. Owszem, nadal jest… hiper! Jest po prostu w hiper okropnym nastroju.

Mózg dziecka działał w super-szybkim, super-ruchliwym trybie, przetwarzając wizualno-słuchowe bodźce. Nagle brakuje bodźców. Nie ma niczego do przetworzenia, ale mózg wciąż jest w super-szybkim trybie. Dopóki nie dostosuje się do prawdziwego życia i normalnego tempa (co wymaga czasu), dziecko będzie nadmiernie pobudzone, niespokojne, a nawet przerażone tym, że brakuje mu stymulacji, którą miało wcześniej. Nieświadomie będzie prowokowało więc swoje otoczenie do dostarczania mu mocnych bodźców, co znacząco będzie mu utrudniać nawiązywanie i podtrzymywanie relacji. Maluch może głośno krzyczeć, wykonywać szereg czynności ruchowych, rzucać przedmiotami, niszczyć rzeczy, nerwowo biegać, szybko wpadać w złość… Może to mieć długofalowe konsekwencje!

Mózg dziecka potrzebuje czegoś, czego nie da mu telefon…

Badacze podkreślają, że rozwój mózgu w okresie niemowlęcym wymaga wspólnego zaangażowania się dziecka oraz jego otoczenia społecznego w różnorodne działania ukierunkowane na nawiązywanie relacji [3].

Grossmann [2] badając rozwój społecznych funkcji mózgu u dzieci stwierdził, że noworodek jest ukierunkowany na środowisko społeczne i przygotowany do wchodzenia w interakcje, gdyż wyraźnie preferuje twarze względem innych bodźców wzrokowych oraz ludzki głos względem innych bodźców słuchowych. Badane dzieci najżywiej reagowały na ludzkie twarze oraz głosy, aktywnie wręcz poszukując tych bodźców w otoczeniu. Kierowana do nich mowa powodowała aktywizację przyśrodkowej kory przedczołowej, która pomaga w planowaniu ruchów i działań, a także wpływa hamująco na spontaniczne i gwałtowne stany emocjonalne, których źródłem jest podwzgórze i układ limbiczny.

Twarzą w twarz

Bezpośredni kontakt z dzieckiem, mówienie do niego, ma więc pozytywne skutki dla regulowania przez nie emocji, a brak takich doświadczeń powodować może niemożność adaptacyjnego funkcjonowania i nadmierną pobudliwość. Maluchy do prawidłowego rozwoju potrzebują kontaktów twarzą w twarz, kiedy dorosły komentuje ich aktywności, nazywa działania oraz obiekty w najbliższym otoczeniu. Dzieci nie powinny więc zajmować się urządzeniami, gdy znajdują się w sytuacjach, które wymagają interakcji, bycia obecnym i czujnym – na spacerze, placu zabaw, czy w szatni w żłobku itp.

Jeżeli maluch już korzysta ze smartfonów czy tabletów to powinien być to czas interakcji między dzieckiem a opiekunem – warto komentować, co jest widoczne na ekranie, co się dzieje w aplikacji, grać z dzieckiem na zmianę, wymieniać się pomysłami.

Podsumowując, smartfon czy tablet nie powinny spełniać funkcji smoczka, gdyż zbyt wczesny i nadmierny kontakt dziecka z tego typu urządzeniami może negatywnie oddziaływać nie tylko na rozwój fizyczny, czy poznawczy, ale także – a nawet przede wszystkim – na jego rozwój społeczno-emocjonalny.

Źródła

[1] American Academy of Pediatrics /www.aap.org/

[2] Grossmann T., The Development of Social Brain Functions in Infancy, Psychological Bulletin 141(6)2015.

[3] Ravicz M., Perdue K., Westerlund A., Vanderwert R., Nelson C., Infants’ neural responses to facial emotion in the prefrontal cortex are correlated with temperament: a functional near-infrared spectroscopy study, Front Psychol. 2015; 6: 922.

Zamiast smoczka? – o smartfonach i tabletach w życiu dziecka
Tagi:                            

Komentarz do “Zamiast smoczka? – o smartfonach i tabletach w życiu dziecka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *