Zareagować i rozwiązać konflikt między dziećmi, czy pozwolić im samodzielnie zmierzyć się z problemem? Gdzie jest granica między wspieraniem dziecięcej autonomii a utrzymaniem porządku i zgody w grupie? Swoimi doświadczeniami podzieliła się z nami wychowawczyni z publicznego żłobka w Łodzi, Pani Asia.

Po drugim śniadaniu, czas na „trochę oddechu” podczas zabaw swobodnych. Tak mogłoby się wydawać, ale nic bardziej mylnego… Dwanaścioro dzieci na sali, a moje spojrzenie próbuje ogarnąć każdego z nich osobno i jednocześnie razem. Koleżanka siedzi z czwórką dzieci przy układankach, więc moja uwaga zaczyna koncentrować się na przeciwnej części sali.

Dzieci zajęte są sobą, ale wciąż w nieustannym ruchu, obok, a jednak każde samo tworzy swoją własną historię chodząc lub skacząc po sali, przekładając lub przenosząc zabawki z jednego miejsca na drugie…

Podchodzi do mnie Lila i prosi – „Ciociu zrób mi koronę!”, pokazując na klocki, z których bardzo często powstają takie nakrycia głowy. I już nie mogę obserwować z całą uwagą reszty dzieci. Spoglądam na salę ….wszystko w porządku – zabieram się za robienie „korony”….–„Ciociu! Tu nie pasuje” – przybiega Bartek z układanką i elementami od układanki. –„Zaraz coś na to poradzimy.” – mówię i dopytuję Bartka, o który element chodzi oraz żeby mi go pokazał. Gdy to robi, drewniana żyrafa właściwie sama wskakuje na swoje miejsce w układance. Przyczepiając klocki do stworzenia „korony” i patrząc, jak Bartek odchodzi, wzdrygam się na odgłos wysypywanych tuż obok mnie drewnianych klocków. Kuba – twórca tej „rozsypywanki” siada na dywanie i zaczyna je układać. Co jakiś czas podsuwam mu jakiś klocek, a on stawia go na swojej budowli uśmiechając się do mnie. I sama też się do niego uśmiecham – jakieś to zaraźliwe….

Znowu przebiegam wzrokiem po całej sali – wydaje się, że wszystko nadal jest w porządku. A jednak…. wydawało mi się. Na moich oczach rozgrywa się scena, jakich wiele można spotkać w żłobku. Tymon wyrywa auto z ręki Tomka, a ten nie daje za wygraną. Przez chwilę każdy ciągnie zabawkę w swoją stronę. Narasta napięcie, pojawiają się emocje i krzyki. Co robić? Wstać, czy jeszcze poczekać? Daję znać koleżance, by zaczekała… A może wstać  i rozstrzygnąć spór… ale komu dać auto? Robiąc „koronę” nawet nie zauważyłam kto bawił się pierwszy. Jedno z dzieci może poczuć się niesprawiedliwie potraktowane, a poza tym nie dam im szansy na samodzielne rozwiązanie konfliktu…, który pewnie jeszcze nie raz będzie ich udziałem. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta, prawie nie wytrzymuję, żeby zainterweniować, gdy…wygrywa Tymon – raczej silniejszy z powodu swej postury. Tomek siedzi z pustymi rękoma na dywanie i płacze. Tymon ucieka w drugi koniec sali zupełnie zadowolony i wyrzuca auto na podłogę. No i co tu robić? Pocieszyć płaczącego, czy zwrócić uwagę zadowolonemu Tymkowi? A może nic nie robić… Na myślenie nie ma za dużo czasu i nawet nie zdążyłam już nic wymyślić… bo po leżące auto podbiega Włodek i przynosi je Tomkowi, który uradowany zapomina o płaczu. Patrzę na chodzącego po sali Tymka, który wiele razy słyszał, żeby nie zabierać dzieciom zabawek i pomyślałam sobie, że on doskonale o tym wie i wcale się z tym dobrze nie czuje. Nie ma sensu znowu mu o tym przypominać, w końcu od nowa skupiłby swą uwagę na tym właśnie zachowaniu, a przecież tego nie chcę. Rezygnuję więc, choć jeszcze trochę myślę o swym wewnętrznym „przymusie”, który koniecznie chce zwrócić mu uwagę. Myślę, że może warto się czasem zatrzymać, i że ten moment jest świetną do tego okazją… zobaczymy, co z tego wyniknie… jeśli nie dla Tymka, to może dla mnie?

W tym czasie na sali też zaszły różne zmiany. Grupka dzieci właśnie układała rozsypane obrazki według tylko sobie znanego klucza, a inne dzieci wyciągały z szafki papierowe cegły, zaczynając wznosić z nich wieżę. Wieża rosła w oczach i przewracała się równie szybko, jak powstawała – wywołując tym salwy śmiechu u dzieci, których także do zabawy przyłączało się coraz więcej. Nie uszło to uwadze Tymona, który sam zaczął przynosić cegły. Czasem, jak inne dzieci, pytałyśmy go – „Dasz radę przynieść jeszcze tamte?”- wskazując na miejsce w sali i nie było to dla niego żadnym problemem. Wspólny cel sprawił, że zabawa obyła się bez konfliktów, nawet dla Tymka. A jeśli był to tylko ten moment, w którym zapomniał o zabieraniu, a skupił na budowaniu – to był on dla niego Niezwykle Ważnym Momentem.

A dla mnie miała być chwila oddechu…. Przecież nawet nie zdążyłam zmienić miejsca na dywanie, a w moich rękach powstały już nie jedna, a kilka „koron”, widziałam jak układanki odnajdywały swoje brakujące elementy, obrazki się grupowały, powstał zamek i wieża, która przerosła najwyższego chłopca w grupie i nawet fontanna łez została zatamowana – a przecież właściwie to nic nie zrobiłam… byłam. I ta moja głowa – czuję jakbym co najmniej skończyła zdawać egzamin na studiach – taka to była zwyczajna żłobkowa godzinka…. Częściej też myślę o Tymku i niemal namacalnie widzę, że jest we mnie mniej emocji, a więcej zrozumienia i spokoju w kontakcie z nim… warto było się zatrzymać nawet jeśli to była tylko ta chwilka.

Tylko w naszym „niedziałaniu” mamy czas i miejsce na taką refleksję, która ukierunkowuje nas na danie dziecku możliwości bycia samodzielnym. Tylko nasze „niedziałanie” daje dziecku możliwość działania – a co za tym idzie własnego, osobistego rozwoju opartego na mocnych fundamentach poczucia własnej sprawczości. To dzięki temu wybudujemy w dziecku takie poczucie własnej wartości, że nie będzie ono potrzebowało naszego oparcia, bo oparcie znajdzie w sobie, jeśli jeszcze nie teraz to za miesiąc, dwa, rok, kilka lat…. Po to tu jesteśmy, po to tu jestem – DZIAŁAĆ i NIE DZIAŁAĆ… z właściwym sobie między nimi połączeniem. Ku profesjonalności i tworzeniu przestrzeni dla dziecka, w której może „zadziać się” ONO SAMO – jeśli tę przestrzeń najpierw wybudujemy w nas… nas – samych, nas – wychowawcach, nas – rodzicach!

 

Powyższy tekst jest fragmentem wystąpienia Pani Asi na Ogólnopolskim Seminarium Towarzyszenie dziecku w rozwoju; VI Spotkanie w Łodzi Temat: Wychowawca Małego dziecka – ku profesjonalności.

 

  

Jedna w żłobku godzina… – o działaniu i ‘niedziałaniu’ wychowawców

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *